wtorek, 9 lutego 2016

" 2 "



- Jestem Wam naprawdę wdzięczna, że zechcieliście zaopiekować się Jaredem.. - położyłam plecaczek z jego rzeczami na fotelu w salonie. Maluch lubił spędzać czas u dziadków. Rodzice Justina rozpieszczali go równie znakomicie jak i moja mama. Był ich oczkiem w głowie. - Masz być tylko grzeczny
- Ale.. 
- Nie zaczynaj mamo.. - oblizałam swoje spierzchnięte wargi narzucając na siebie płacz - Zdaje sobie sprawę z tego, iż Jared potrafi ukazać różki. Nie możecie tylko mu.. - tym razem ona mi przerwała.
- Na wszystko pozwalać - z przekąsem dokończyła mój rutynowy monolog. - Mamy tylko jednego wnuczka i chcemy dla niego jak najlepiej - uśmiechnęłam się półgębkiem, aby natychmiast móc pożegnać się z teściami. Nie miałam wiele czasu, za niecałe dwie godziny wraz z Justinem wychodzimy, a ja jeszcze powinnam się przyszykować. Po kilku latach  ponownie gdzieś wychodzimy. W zasadzie nigdy wcześniej na to nie narzekałam, cieszyłam się chwilami spędzonymi w domu z mężem i synem, nie potrzebowałam zbędnych ekscesów. 
Przekręcając zamek w drzwiach zderzyłam się z chłodnym powietrzem mieszkania. Zniesmaczona westchnęłam pod nosem, kierując się w stronę naszej sypialni. Automatycznie moim oczom ukazało się stojące na środku pokoju łóżko; na którym jeszcze kilka godzin temu smakowaliśmy się z Justinem. Uśmiechnęłam się szeroko na samo wspomnienie, otwierając szafę. Musiałam znaleźć coś odpowiedniego, eleganckiego, a jednocześnie lekko seksownego, aby wzrok mojego męża skupił się dzisiejszego wieczoru wyłącznie na mnie. Lubiłam przyprawiać go o niegrzeczne myśli. Swoimi ruchami, gestami próbowałam wyswobodzić z niego seksualną bestię. Wychodziło mi to idealnie. 
- Kochanie..
- Na górze. 
Mężczyzna w garniturze objął moje drobne ciało, aby po chwili ucałować moje usta.
- A więc jesteś już gotowa - oblizał skrupulatnie wargi przyglądając się mojej sylwetce. Miałam na sobie wyłącznie bieliznę, której wcale nie założyłam, aby wyostrzyć jego zmysły. Skądże. - Jeśli nie przestaniesz, wezmę Cię tu i teraz. - zarumieniłam się. 
- A już myślałam, że ten wieczór będzie romantyczny. 
Odsunął się ode mnie.
- Czy kochanie się nie jest na tyle odpowiednie, aby nazwać je romantycznością? - wywróciłam teatralnie tęczówkami, skupiając wzrok na swojej czerwonej sukience zawieszonej na wieszaku.
- Sądzę, że w Twoim słowniku nie ma nic takiego jak "kochanie się" 
- Masz rację, wolę Cię porządnie zerżnąć. 
- Justin - pisnęłam w zakłopotaniu, choć wcale nie powinnam się dziwić jego słów. 
- Nie lubisz tego? - objął mnie od tyłu, składając pocałunki na moim ramieniu - Nie lubisz, gdy Twoje ciało drży pod naciskiem mojego dotyku? - przejechał dłonią po moim brzuchu - Nie lubisz, gdy rozpalam Cię całą? - zassał skórę na mojej szyi. Moje kolana się ugięły, a najgorsze w tym wszystkim było to, że uwielbiam. Uwielbiam wszelkie wibracje, które we mnie powoduje. 
- Lubię. 
- Nie słyszę. 
- Lubię jak ścianki mej pochwy zaciskają się na Twoim penisie - zdyszana natłokiem pragnień przymknęłam powieki. - Zadowolony? 
- Lepiej pójdę się uszykować.. - zmierzył moje ciało uważnie wzrokiem - Zanim naprawdę posunę się do radykalnych kroków - odchodząc przejechał jeszcze wargami po moich. Uśmiechnęłam się zwycięsko i zakładając na siebie sukienkę przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam dobrze; rozpuszczając włosy, które opadły mi na ramiona nabrałam powietrza do płuc. Jeszcze tylko niewielkie poprawki w makijażu i gotowe. 
- Wyglądasz olśniewająco, skarbie - przygryzłam niewinnie swoją dolną wargę, wstrzymując oddech. Niczego mu nie brakowało. Kochałam go w koszulach. Lubiłam, gdy był elegancki. Przyprawiał mnie wtedy o większy nadmiar fantazji. - Lepiej już chodźmy. - spojrzał na zegarek na swojej lewej dłoni. Chwyciłam swoją torebkę, schodząc tuż za Justinem. 
Atmosfera w aucie była przyjemna, a uśmiech nie schodził z mej twarzy. Na parkingu restauracji szatyn obszedł samochód, aby otworzyć mi drzwi. Zachichotałam skradając mu całusa. 
- Jesteś urocza. - niespodziewanie klepnął mnie z otwartej dłoni w pośladek. Spiorunowałam go wzrokiem, jednak jego pośpieszny tok nie dał mi niczego skomentować. W mgnieniu oka zaprowadził mnie do lokalu. Poczułam się niezręcznie. Od dawna nie odwiedzaliśmy takich restauracji. W zasadzie od dawna nie byliśmy na randce. Jeśli mogę to tak ująć. - Rezerwacja na nazwisko Bieber. 
Rozglądając się po pomieszczeniu dyskretnie zmarszczyłam brwi. Nie było tutaj nikogo, a restauracja wyglądała naprawdę na idealną. A nawet drogą.  Odruchowo stłamsiłam swoje spostrzeżenia i wybujałe myśli, gdy kelner zechciał odebrać nasze płaszcze. 
- Wszystko już przygotowane, zapraszam. - drobna brunetka pojawiła się obok nas. Uniosłam jedną brew ku górze w geście zaciekawienia; pośpiesznie kierując się tuż za nią do stolika z kwiatami i dwoma świecami. Odruchowo spojrzałam na Justina, gdy kelner nalewał nam szampana do kieliszków. Byłam otumaniona. - Szef kuchni dostarczy osobiście dzisiejszy specjał. 
- Czy to przez ich niesmaczne jedzenie nie ma tutaj prawie nikogo? - dostrzegłam nutkę rozbawienia na jego twarzy. Kilkakrotnie pokiwał przecząco głową.
- Nie Harriet.. - ujął moją dłoń - Dziś ta sala przeznaczona jest wyłącznie dla nas. 
Odchrząknęłam. 
- Wynająłem ją. 
Zaintrygował mnie. Zrobił dokładnie to czego zażyczyłam sobie kiedyś, gdy byliśmy nastolatkami, lecz gdy jeszcze nie byliśmy parą. Opowiadałam mu wtedy o wymarzonej randce mojej kuzynki, gdy jej mąż w piątą rocznicę ślubu zmajstrował jej romantyczny wieczór. 
- Tak, pamiętałem - ucałował wierzch mej dłoni tuż nad stolikiem. Byłam miło zaskoczona, nie powinniście teraz się dziwić dlaczego uważam go za idealną perfekcje mężczyzny. 
- Pierś z kaczki z patelni z malinowym sosem razy dwa - usłyszałam donośny głos tuż nad moją głową. Dostrzegłam mężczyznę ubranego w biały fartuch i czapkę. Uśmiechnęłam się zaciągając zapachem dania. Automatycznie skarciłam myśli o niesmacznych posiłkach. 
- Chcę ciągle widzieć Cię taką szczęśliwą. 
- Przy Tobie wiem, że nie jest to żaden wyczyn - spojrzałam w jego czekoladowe tęczówki. Jego łobuzerskie rysy uśmiechu wywoływało nalot ciepłego uczucia w brzuchu. Był zachwycony. Zdawał sobie sprawę, że mnie udobruchał, i dlatego też utwierdzało go to w przekonaniu, że spisał się znakomicie. W sumie miał rację. Spisał się. Dzisiejszy wieczór przeszedł najśmielsze oczekiwania. - Wiem też, że nie mogłam trafić lepiej. 
- Harriet.. - spojrzał na mnie. - Sprawisz mi tę przyjemność i zatańczysz ze mną? - równo ze skończeniem pytanie zabrzmiała muzyka. Nie byle jaka muzyka. Utwór z naszego wesela jak i z pierwszej randki. Pisnęłam szczęśliwa, odsuwając się od stołu. Chwycił mnie w swoje ramiona dość niedbale, jednak jego dotyk stłamsił moje wyrzeczenia. Ułożyłam smukłą dłoń na jego ramieniu, a drugą objęłam jego dłoń. Muzyka, która przez nas przemawiała pozwoliła przymknąć moje powieki. Pozwoliła wzbudzić we mnie liczne dreszcze. Czułam się wspaniale. 
- Nie chciałabym nigdy Cię stracić Justinie, Drew Bieberze 
- Obiecuję, że nigdy się to nie stanie Harrietko Bieber. 
- I nagle wszystko popsułeś - ujął mój podbródek w swoje dwa place, bacznie wpatrując się w moje lśniące oczy, aby następnie złożyć delikatny pocałunek na mych ustach.
- Dla mnie zawsze będzie moją małą Hariettką - roześmialiśmy się jednocześnie wsłuchując się w ostatnie takty piosenki. No cóż. Wszystko co dobre szybko się kończy, a nawet pobyt w restauracji musiał dobiec końca. Nie narzekałam, gdy chociaż przez chwilę mogłam poczuć się cudownie. 
Do domu musieliśmy wracać na pieszo, gdyż wraz z  Justinem wypiliśmy kilka lampek wina. Nie byłam zła, przewrażliwiona czy nie miła. Cieszyłam się na wieczorny spacer. lubiłam je. Czy przypadkiem nie za wiele już lubię w tym życiu? Nie, gdy mam ku temu podstawy. I gdy wiem, że mam kogoś na kogo mogę liczyć. Mam męża, wspaniałą mamę i przyjaciół. Nie mogłabym oczekiwać od życia więcej. 
- Nagle w jednej chwili poczułam się jak za dawnych lat. 
- Chcesz poczuć się jeszcze lepiej? Przygotuję dla naszej dwójki kąpiel. - ucałował mnie w główkę znikając na schodach prowadzących na piętro w naszym domu. Odruchowo uśmiechnęłam się pod nosem, wyłapując się na tym, że wyglądam pewnie co najmniej głupio z chytrym błyskiem na ustach. Nie zwlekając chwili dłużej zsunęłam z siebie sukienkę, wraz z bielizną.
- Jeszcze chwilę. - zachrypnięty głos szatyna rozległ się po łazience. - Harriet.. - wydyszał, spoglądając na mnie kątem oka. Wiedziałam, że mu się to podobało. Lubił wyzwania. 
Kołysząc biodrami podeszłam do niego, aby następnie móc zakręcić kurki. Zmarszczył swoje czoło, a ja wykorzystując moment wpiłam się zachłannie w jego malinowe wargi. Wyczułam smak wina na koniuszku jego języka. Rozpalił mnie, a Justin chwiejnym krokiem wpadł do wanny wypełnionej wodą, Nie byłam nawet zła na kałuże na około niej. Nadal się uśmiechałam, a jego dłonie ścisnęły mnie na tyle, abym wpadła tam razem z nim. Gonitwa o dominację w walce języków wzrastała z każdą chwilę. Oboje wiedzieliśmy, że na tym nie zaprzestanie. Byliśmy spragnieni siebie. Wyswabadzając się z jego uścisku, pomogłam mu wyjść z wanny, a następnie pomogłam również w pozbyciu się jego ciuchów, które wylądowały gdzieś w pobliżu umywalki. 
- Pragnę Cię - wysyczał tuż w moje usta, a ja przejechałam językiem po jego dolnej wardze. Wiedziałam czego ode mnie oczekuje. Zawsze to lubił. Rzucając go na łóżko, usiadłam na nim okrakiem. Krawat, który związany był na szczeblu oparcia łóżka, znalazł się teraz opleciony na jego nadgarstkach. Zajęczał, lecz ja jeżdżąc językiem po jego klatce piersiowej, zjechałam tuż do samego podbrzusza. Jego ciało wygięło się w łuk, a ja przenosząc wzrok na jego oczy dostałam pozwolenie skinięciem głowy. Chwyciłam jego męskość w swoją dłoń, na co chłopak ponownie jęknął, a następnie przejechałam językiem wzdłuż jego długości. Wypchnął swoje biodra ku górze, przekonując mnie w tym, abym wzięła go do ust. Zrobiłam to. Jego twardy penis znalazł się w połowie w moim przełyku. Jedną dłonią nadal bawiłam się jego jądrami, a drugą jeździłam wzdłuż uda. Był wniebowzięty, a jego krzyki z prośbą o uwolnienie bawiły mnie. Przygryzając jego skórkę, ponownie wzięłam prawie całego do ust, przyśpieszając swoje ruchy. Uśmiechałam się. Lubiłam dawać mu przyjemność. Gdy w końcu poczułam jego dłonie na swej głowie, zrozumiałam w końcu, że się uwolnił. Na to czekałam, skarbie. Przenosząc wzrok na jego twarz, wiedziałam w jakim amoku się znajduje, lecz resztki godności przyprawiły go do roli rewanżu. Skinęłam głową. 
- Będziesz jęczeć głośniej niż zwykle. - zjechał głową do mej kobiecości. Ścisnęłam usta w cienką linę czując przyjemny, ślizgi język na swej łechtaczce. Zdeterminowana pisnęłam, a jego język zataczał spore kołka. - Gotowa? - posłałam mu piorunujące spojrzenie dając mu tym samym do zrozumienia, że te pytanie jest nie na miejscu. Zrozumiał. Gwałtownie wbił się swoim przyrodzeniem w moją cipkę, a ja krzyknęłam podniecona. Jego każdy ruch był przemyślany, delikatny, a czasami gwałtowny. Seks z Justinem Bieberem był dla mnie cholerną przyjemnością.
Ostatnie kilka głębszych ruchów i oboje opadamy na aksamitną pościel. Chłopak całuje mnie w czoło, a ja wtuliłam się w jego klatkę przymykając swoje powieki.
Kolejny idealny orgazm.
- Dobranoc kochanie - oboje mówimy równocześnie, natychmiast wydając z siebie chichot. Nie mija długi czas, a oboje wpadamy w błogi sen. Chcę już zawsze przy nim zasypiać. 
Około północy przebudzam się pod napływem głośnych szmerów na dole. Próbuję obudzić szatyna, ale to na nic. Śpi jak zabity, wyłącznie coś pomrukując pod nosem. Dźwięk kroków wywołuje u mnie gęsią skórkę, jednak postanawiam sprawdzić co się dzieje. Boje się, jednak trzymam się nadziei, że albo się przesłyszałam, albo któryś z naszych znajomych wpadł na beznadziejny pomysł. 
- Harriet - nabierałam odruchowo ogromnej dawki powietrza do płuc obracając się w kierunku głosu. W naszym salonie na kanapie siedzi trzech mężczyzn. Zamieram, chcę krzyczeć, jednak strach paraliżuje mnie do tego stopnia, iż nawet zapomniałam jak to się robi. - Nie bój się. Przyszliśmy tu po Ciebie, abyś przeżyła jak najlepiej swoje życie. 
- Mam już swoje najlepsze życie - śmieje się gorączkowo, lecz jeden z nich gwałtownie i z precyzją zbliża się do mnie. Wyjmuje plik notatek w moim kierunku, a ja zamieram przyglądając się im. 
- Nie mamy wyjścia, nadszedł czas. 
- O czym Ty pieprzysz? Jaki czas? - macam dłońmi komodę próbując znaleźć coś odpowiedniego w ramach obrony. To na nic. Tylko ramki ze zdjęciami ją ozdabiają. 
- Justin - krzyczę. 
- Nie usłyszy Cię. 
- Co mu zrobiliście? - pierwsze łzy spływają po moim policzkach. Chcę pobiec, lecz uniemożliwiają mi to. Dwóch z nich zastawia mi drogę, a trzeci odwraca moją twarz w swoim kierunku. 
- Chcieliśmy zrobić to bez krzyku, ale nie dajesz nam wyboru - poczułam jak przykładają mi coś do ust, moje ciało drętwieje, a obraz się rozmasuje. - Zabierzemy się do prawdziwego królestwa - słyszę zanim mdleję. 


_______________.____________



Nie wierzę, że dodaje kolejny. Jestem pod wrażeniem, ale mniejsza. Jeśli chodzi o sielankę małżeństwa państwa Bieber niestety się kończy. Rozpocznie się prawdziwa bajka.
Mam nadzieję, że w jakimś stopniu Was zaciekawiłam, abyście wyrazili swoją OPINIĘ!
Liczę na komentarze, które naprawdę mnie motywują na dalszy obieg sytuacji z rozdziałam.



5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Umarłam....

    Zapraszam na swoje blogi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg ... genialne czekam na kolejną część

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się podoba, że skupiasz się przede wszystkim na uczuciach bohaterów. Mi na przykład bardzo to pomaga wczuć się w całe opowiadanie.
    "Masz rację, wolę cię porządnie zerżnąć" haha Justin mistrz <3
    Ale jednak potrafi być romantykiem, skoro wynajął całą salę dla nich :3
    Ale kurde zakończenie zaskakujące i teraz pozostaje tylko czekać na dalsze rozdziały. Uwielbiam twój styl pisania, na pewno będę czytać dalej x

    OdpowiedzUsuń

Theme by Hanchesteria